poniedziałek, 17 grudnia 2012

Syrena Sport- niespełnione nadzieje polskiego...dziennikarstwa.

Polska motoryzacja nigdy nie była mocno rozwinięta, większość pojazdów produkowanych na naszych terenach od odzyskania niepodległości w roku 1918 to różnego rodzaju produkcje licencyjne, lub pochodne tychże. Było oczywiście kilka wyjątków, jednym z nich był samochód Syrena, nawet bliskie pokrewieństwo techniczne z DKW niewiele ujmuje temu pojazdowi pod względem "polskości". W latach 50' był to "samochód popularny na miarę naszych możliwości", pełen wad i z małą ilością zalet, technicznie opóźniony o jakieś 20 lat, z rachitycznym silnikiem dwusuwowym, spokrewnionym z silnikiem napędowym od motopompy, wykonany z kiepskich materiałów, z raczej marną dokładnością wykonania. Jednak samochód ten stwarzał jakąś nadzieję na przemieszczanie się własnym samochodem, ludzi którzy nawet nie mieli nadziei że będzie ich stać na Warszawę czy, tym bardziej, samochód zachodni.


Syrena byłą zaprojektowana w FSO, co powodowało że inżynierowie, zresztą wysokiej klasy, ale nie mający dobrych warunków, od razu mieli w planach modernizację. W tamtych czasach nie było komputerowej symulacji, więc wszelkie rozwiązania należało sprawdzić ostatecznie eksperymentalnie, tak powstała koncepcja zbudowania pewnego pojazdu, o którym w tym artykule ma być mowa.

Postanowiono zbudować, z dzisiejszego punktu widzenia "concept car" czy jak się wówczas mówiło w USA "dream car", przy czym to drugie określenie bardziej tutaj pasuje, ponieważ współczesne "concepty" bardzo rzadko są wyposażone w realne rozwiązania techniczne. Opracowano nowe zawieszenie tylne oparte na drążkach skrętnych, nowy silnik, które planowano wprowadzić do modelu bazowego, czyli do zwyczajnej Syreny, oraz sprawdzono możliwość użycia kompozytów epoksydowych w produkcji nadwozi samochodowych. Syrena Sport była konstrukcją pseudo-samonośną (płyta podłogowa pełniła de-facto funkcję ramy, rozwiązanie bliższe Garbusowi niż Syrenie), wszystkie te rozwiązania zainstalowano do samochodu, którego nikt, nigdy nie chciał produkować seryjnie. Faktycznie powstał samochód ładny, w miarę nowoczesny i mający (w częściach) jakąś perspektywę, jednak na pewno nie w formie samochodu sportowego. Cały plan polegał na tym że na Syrenie Sport testujemy rozwiązania, które można by wprowadzić do kolejnego modelu Syreny, czyli modelu 102. Planowano wykorzystać silnik i zawieszenie, oraz w miarę możliwości nową koncepcję konstrukcji nadwozia, jednak to była już bardziej odległa perspektywa. Zawieszenie "wylądowało" także w innym prototypie, w mikrobusie, który mimo dużo większych szans na produkcję, nigdy nie wyszedł z fazy testów. Syrenę Sport później zwyczajnie skasowano, bo zajmowała miejsce w magazynie, a w mniemaniu władz fabryki i państwa, nie przedstawiała ona sobą większej wartości. Okazało się że wysiłek inżynierów poszedł na marne, bo żadne z rozwiązań nigdy nie weszło do produkcji w Syrenie, nawet w modelu 105 jedynym "śladem" po Sporcie mógłby być "lewarek" zmiany biegów w podłodze...



Po roku 1989 setki dziennikarzy i pseudo-dziennikarzy znęcało się nad Syreną Sport, pisząc o niej jako o niespełnionej nadziei polskiej motoryzacji i konkurencji dla Ferrari... narosło pełno legend, pełno kłamstw i niedomówień, wymyślano różne historie, łącznie z tym że to sam Stalin pośmiertnie wyszedł z mauzoleum i skasował ten samochód, później wszystko przycichło, ostatnie kilka lat było dość wolne od rozmów i "artykułów" o Syrenie Sport. Wszystko zmieniło się gdy pewien starszy już pan, wkładając w to pewnie dużo pracy i pieniędzy zbudował "replikę" tego samochodu. Nazywanie tego repliką to lekka przesada, samochód nie trzyma proporcji oryginału, ma totalnie nieodpowiednią linię dachu i w zbyt wielu szczegółach rożni się od protoplasty, co nie przeszkadzało się dziennikarzom niemal masturbować na jej widok. Można by to wybaczyć "dziennikarzom" z TVN Meteo czy tam Turbo oraz innych mediów pełnych ignoranckiego bełkotu bez większego sensu, gdzie na temat motoryzacji pojęcie ma może 1 na 1000  (słynny Mikiciuk tak naprawdę ma wielkie braki, a jego muzeum to kpina i profanacja). Jednak gdy w prasie "branżowej" jest to sprawa niemal niewybaczalna. Znowu zaczęły powtarzać się te same mity i bzdury znowu zaczęto mówić o "niespełnionej nadziei" o produkcji seryjnej, o konkurencji dla Ferrari, Stalinie, Gierku i innych ludziach, całkiem zapominając o tym czym tak naprawdę ten samochód był. Zaczęto z wielką pompą obwozić kit car tylko z grubsza przypominający Syrenę Sport, po kraju, wmawiając ludziom że wygląda "jak prawdziwa", ale ona wygląda tylko "prawie jak prawdziwa", a jak słusznie mawiała pewna reklama "prawie robi wielką różnicę". Teraz w Szczecinie grupa młodych ludzi pracuje nad porządną repliką Syreny Sport, wykorzystuje komputery, nowoczesne technologie, by odtworzyć wiernie ten ciekawy pojazd. Moim zdaniem ta praca przejdzie, niestety, zupełnie niezauważona, jako "ta druga" i w wyobraźni ludzi którzy nie maja prawa pamiętać oryginału, a nie zainteresują się sprawą dogłębniej, jako obraz "prawdziwej" Syreny Sport utkwi obraz tego niedopracowanego rzemieślniczego Kit Cara. Doceniam pracę człowieka który ten pojazd zbudował, napracował się, zrobił tak jak mu się podobało i jak umiał, jednak szczerze mam dość dziennikarzy którzy są opłacani za pisanie bajek i legend na łamach poważnych mediów.

    (na zdjęciu widać zaburzoną linię dachu, oraz proporcje nadwozia w replice)

Jeżeli Syrena Sport nie spełniła czyiś nadziei to tylko i wyłącznie współczesnych dziennikarzy, no chyba że brać pod uwagę niewykorzystanie nowych rozwiązań technicznych, jednak nigdy nie widziałem żeby jakiś dziennikarz o tym wspomniał. Syrena jest tutaj pretekstem, bo tutaj nie chodzi o ten mały czerwony samochodzik, tutaj chodzi o niefachowość dziennikarzy, którzy łapią się za wszystko, nawet gdy nie mają pojęcia i całą swoją wiedzę na dany temat opierają na pobieżnym przejrzeniu internetu. Zauważyłem że ludzie bardzo mocno wierzą takim "żurnalistom", fakt, po co w takiej sprawie miałby ktoś kłamać, to nie polityka. Owszem, nikt tutaj nie kłamie, mówią zgodnie ze swoją wiedzą, która jest po prostu bardzo niska. Więc mimo że nie kłamią, to wprowadzają ludzi w  błąd.

4 komentarze:

  1. "Jestem Bogiem, niedocenianym" napisał autor o sobie a następnie zajął się analizą problemu syrenki, Rambo i muzyki początku lat 90.Co za pycha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. ech... niektórym trzeba tłumaczyć każdą możliwą figurę stylistyczną...

      Usuń
  2. Syrena okazała się mimo wszystko kaczką dziennikarską do której wciąż wraca się gdy ktoś przypomni sobie o jej zdjęciach w internecie.

    OdpowiedzUsuń